Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
tuva *Tuva chce dziecka cz. 1 , Tuva jest w ciazy cz. 2 - blog4u.pl

Tuva chce dziecka cz. 1 , Tuva jest w ciazy cz. 2

:: tuva ::

29

29-ty tydzien ciazy. Nie mam sily na nic. Cala moja energia to czas spedzony z Lilka, kocham ja nad zycie. Wiemy juz, ze mala bedzie miala dwoch braci. Za jakis tydzien bedziemy wiedzieli, czy dom ktory chcemy kupic bedzie nasz. Wtedy wyjazd na polnoc, 600 km w gore.
tuva 7 02 10 / 22:13:07 [komentarzy 0] Komentuj

jest dobrze

Jestem w 20-stym tygodniu ciazy. Blizniaki czuja sie jak na razie dobrze. Szukamy domu, praca, stres. Staram sie oszczedzac jak moge ale dopadaja mie wszystkie mozliwe dolegliwosci ciazowe. Jestem bardzo zmeczona. Na nic nie mam czasu. Po pracy jestem z Lilly, potem zasypiam. Od stycznia bede w domu, musze wziac na luz, siedziec na sofie i klapac sie po brzuchu. Wtedy wroce, napisze.Usciski gorace.
tuva 4 12 09 / 11:10:35 [komentarzy 1] Komentuj

tuva

Pisze czasem, zeby blog byl aktywny, dla potomnych:-). www.runa.blog4u.pl to moje dalsze losy losy matki:-)
tuva 4 09 09 / 13:14:47 [komentarzy 0] Komentuj

to ja ....mama

To moj pierwszy dzien matki. Dzien wielki, dzien zwyciestwa. Tyle lez wylanych, ogryzionych paznokci, nerwowo zaciskanych piesci, testow negatywnych, zastrzykow w brzuch, modlitw nieporadnych, wiary, niewiary, spojrzen w oczy ukochanego tych radosnych i tych mniej...Pamietam jakby to bylo wczoraj, widok plusa na tescie, tym wymarzonym, tym nierzeczywistym. Balismy sie cieszyc, balismy sie wierzyc, ze tym razem to moze byc prawda(szczegolnie po poronienu, po tym brutalnym rozwianiu marzen). Maj w zeszlym roku byl czasem modlitwy i niesmialej ale coraz wyrazniej dajacej o sobie znac nadziei.
Dzis rano po zmienieniu pieluchy wrocilam z Lilly do naszej sypialni. Stefan czekal na mnie z kawa i prezentem. Moim pierwszym prezentem na dzien matki. Jestem matka...
Widok Stefana, Lilly lezacej u jego boku i gaworzacej radosnie i moj widok. Widok mojej dloni sciskajacej zaproszenie do salonu pieknosci na dosc znaczna sume, perfumy(juz zapomnialam jak sie tego uzywa w moim swiecie w ktorym nie zawsze zdaze wziac prysznic...:))i ten najwazniejsz widok. Kilku slow:
"Dla naszej ukochanej mamy i zony..."
To ja...To ja...To ja mama...
Buczalam caly ranek:)


tuva 22 05 08 / 10:48:08 [komentarzy 9] Komentuj

powoli do przodu

Ja naprawde myslalam, ze te pierwsze dwa tygodnie ze Stefanem w domu z mala, beda sielankowe. Wiecie o czym mowie, patrzenie sobie z miloscia w oczy tulenie slodko spiacego malenstwa, karmienie( a nie ma to jak widok matki karmiacej)ze spokojnym matczynym usmiechem na twarzy, wspolne kolacyjki...Ha ha ha...Bylo tak: nieprzespane noce, w pospiechu wrzucane w siebie jedzenie pomiedzy karmieniami-ktore nie dzialaja tak jak trzeba, obrzmiale sutki, bol przy kazdej probie pojscia do toalety(dlaczego sie o tym nie mowi!!!), krwawienie, problem z siedzeniem nie wspominajac juz o tym jak bezradnym sie jest wobec placzu dziecka...Czy ona nie spi za dlugo, czy oddycha, jesli placze to dlaczego, jesli nie -to dlaczego(moze jest za slaba???), dlaczego kupka jest rzadka, dlaczego zielona, dlaczego, dlaczego, dlaczego...
Te dwa tygodnie byly ciezke...Owszem przepelnione ogromna radoscia, radoscia ponad wszystko ale rownierz wyczerpujace. Wiekszosc czasu siedzialam i ryczalam, wydawalo mi sie , ze nie jestem zbyt dobra matka, ze nie wiem co robic a nie mam czasu czytac...Teraz powoli wychodzimy na prosta. Uczymy sie siebie nawzajem. Powoli rozpoznaje placz oznaczajacy glod od placzu dotyczacego mokrej pieluszki, powoli stajemy sie pewniejsi swoich rol.
Porod. Nie zdarzylam go nawet opisac i teraz nie wiem, czy zdarze. Wszstko zalezy od tego kiedy Lilly sie obudzi.
No wiec jak pamietacie bylam bardzo zawiedziona kiedy w sobote 9-go lutego lekarz po kontroli odeslal nas do domu. Kazal wrocic w poniedzialek i stwierdzil, ze nie widzi powodu do wymuszania porodu...Bylam bez sil, polozylam sie i spalam do 18. Obudzilam sie z potwornym bolem glowy. Myslalm, ze to moja migrena daje o sobie znac. Okolo godz. 23-ciej nadal bolala mnie glowa i zaczelismy rozwarzac opcje zadzwonienia do szpitala. Troche za i przeciw i ta glupia mysl, ze to tylko bol glowy, wiec moze dzwonienie nie ma sensu. Kazano nam przyjechac natychmiast. Moje cisnienie wynosilo 160/100 i stwierdzono, ze ja juz w szpitalu zostaje, rano zostanie mi podana oksytocyna(wywolujaca bole porodowe) i zacznie sie porod. Zupelnie nie bylismy na to przygotwani. Stefan zdenerwowal sie bardzo(to on byl bardziej sceptyczny w kwestji zadzwonienia do szpitala..) dostal srodki uspokajajace do poloznej i wyslalam go do domu. Sama zostalam na porodowce w wielkim pokoju i nienajwygodnijszym lozku, za to z uczuciem spokoju. Wiedzialam, ze juz neidlugo sie zacznie, juz jestem pod opieka lekarzy, juz mnie nikt nie odsyla do domu. Stefana noc nie byla tak spokojna. Wrocil do domu i zaczal wszystko pakowac. Na szczescie zrobilam wczesniej liste z wszystkim co bedzie nam potrzebne a co nie zostalo jeszcze spakowane. Probowal spac ale tez nie wyszlo mu to najlepiej. Ze szpitala wyjechal ok 2, z powrotem byl o 7 rano. Zjedlismy duze sniadanie na stolowce szpitalnej i o 9 wrocilismy do naszego pokoju porodowego. O godzinie 10:25 zostala mi podana kroplowka z oksytocyná. Nastawilismy sie na dlugi porod. Czytalam, ze porody wywyolwane sztucznie zwykle trwaja wiecej. Wyciagnelismy gre, ciasteczka, czekoladki i czekalismy. Po godzinie nie bylam w stanie sie na niczym skupic. Bole sztormem mnie wziely Zareagowalam bardzo dobrze na oksytocyne. Zaczelismy wspolne oddychanie. Stefan przy kazdym bolu trzymal mnie za reke i oddychal ze mna. Ok godziny 12 polozna zaproponowala mi gaz rozweselajacy. Sprobowalam ale nie jestem jego fanka, niestety. Jak upojenie alkoholowe w najgorszej jego fazie. Nie dziekuje, szum w glowie i takie tralalala to owszem ale nie zeby dac sie tak otumanic, ze zbiera sie tylko na wymioty. No wiec przestalam gazowac Zapytalam plozna czy nie jest za pozno na epidural(znieczulenie zewnatrzoponowe). Bylam otwarta na 5 centymetorw i bole stawaly sie jeszcze silniejsze. Zadzwonila po lekarza anastezjologa. Zjawil sie pan Romek- polak i ja tylko zdazylam wystekac -ziomus!
Dostalam znieczulnie ok 14, jakies 15-20 minut po tym jak polozna stwierdzila 5-cio centymetrowe rozwarcie. Po podaniu eda sprawdzila znow. Okazalo sie , ze bylam zupelnie otwarta. Zaczely sie tez parcia. Ona nie byla pewna czy ten epidural w ogole zadziala...Przez pol godziny otworzylam sie z 5 do 10 centymetrow, stad ten bol...Epidural pomogl mi bardzo i polecam goraco. Bole czulam kiedy nadchodzily i w trakcie natomiast pomiedzy bolami moglam sie zupelnie wyciszyc, zlapac oddech, odpoczac. Stefan parl ze mna(tez mial potem zakwasy) caly czas ze mna szeptal mi do ucha jak jakas mantre-to ze jestem wspaniala, cudowna, dzielna, silna etc(szkoda, ze nie poprosliam o to na pismie..) I nagle o godzinie 15:21 malkenkie cialko wyladowalo miekko na mojej piersi i zaczelo cichutko kwilic...Najpiekniejszy moment naszego zycia...
Mlenka Lilly patrzyla na nas ze zdziwieniem, powoli przesuwala sie w strone piersi i po pewnym czasie zaczela ja ssac. Wkurzala mnie tylko polozna ktora naciskala wciaz na moj brzuch i konwersowala z druga. Potem zadzwonila po lekarza. Dla nas nie istniala nic wiecej oprocz naszej corki. Okazalo sie, ze problemem jest moje lozysko i ze trzeba je mechanicznie usunac. Po pieciu minutach lezalam juz na sali operacyjnej bez corki, bez meza za to z lozyskiem...Zostalam znieczulona, wylozyskowana, zeszyta(czuje do dzis) i dostalam loda malinowego po wszystkim. O godzinie 17:30 bylismy wreszcie razem w nowej roli. Bylismy rodzicami.


tuva 17 03 08 / 10:43:37 [komentarzy 8] Komentuj

zawirowal swiat


Nie wiem ile z tych ostatnich dni pamietam. Trudno mi to wszystko chornologicznie ulozyc w pamieci. Noc byla dniem a dzien noca. Burza uczuc wstrzasnela nami z ogromna moca. Jak rozbitkowie na bezludnej wyspie, w swiecie innym, nieznanym, stawiamy piersze kroki, uczymy sie siebie na nowo.
Podroz niesamowita... Dotkniecie bolu tak ogromnego i zarazem blogoslawionego, cieple cialko na mojej piersi, delikatne pierwsze kwilenie, spojrzenie w oczy pierwsze, ich wyraz, Stefan przy moim boku placzacy...
"Jestem szczesliwa" brzmi jak wytarty frazes, zuzyty banal-wiec napisze inaczej ja JESTEM.


Ze szpitala wrocilismy w srode wieczorem. Lilly Krystyma Margareta przyszla na swiat 080210 o godzinie 15:21. 3.515 kg, 52 cm. Wlasnie spi i jest najpiekniejsza na calym swiecie.

Postaram sie opisac porod i wkleic zdjecia tak szybko jak tylko bede mogla.

Dziekuje wam za wsparcie, rady a przede wszytskim za wasza obecnosc...
tuva 15 02 08 / 18:46:09 [komentarzy 7] Komentuj

23 dni

Pisze, bo tylko 23 dni (teoretycznie) pozostalo do porodu. Wiekszosc z was jest juz ze mna na nowym blogu. Nie chcialabym zeby ten "zniknal", co jakis czas bede tu pisac. Pewnie nastepna notka pojawi sie wraz zpojawieniem sie Lilly...Ach zycie:)
tuva 3 01 08 / 13:00:35 [komentarzy 9] Komentuj

pa pa

Jestem zmuszona zamknac budke...Ja tak prywatnie, zawieszona w sieci z wami byc chcialam. Nie udalo sie. Znajoma, znajomej powiedziala...Niestety musze zakonczyc. Zycze wszystkim wam powodzenia i do "zobaczenia" na forach i znajomych blogach. Dziekuje za wszystko.
tuva 2 11 07 / 12:16:26 [komentarzy 79] Komentuj

LILLY

Ale jaja a wlasciwie nie ma jaj! Viggo to dziewczynka!!! Napisze wiecej po powrocie, na razie korzystam z kompa znajomych. Jestesmy taaaaaaaacy szczesliwi!!!Moj maz zwariowal z radosci, marzyl o dziewczynce:)
Milego weekendu kochani!

tuva 27 10 07 / 10:52:03 [komentarzy 29] Komentuj

moje zycie z brzuchem

Lubimy sie, definitwynie sie lubimy. Brzuch rosnie i pobiera z moich in vitrovych zapasow(przytylam 10kg...).Jem nie wiele wiecej niz zwykle, natomiast zdrowo. Czuje sie dobrze, ta "zdrowa zywnosc" wplywa tez i na mnie. Przytylam 2,5 kg(wazona dzis z rana). Zaczelam siodmy miesiac ciazy. Dzisiaj idziemy na wizyte do poloznej(mam nadzieje, ze moj poziom zelaza bedzie lepszy niz ostatnio) a w piatek wyjazd do Sztokholmu i 3d/4d usg! Nie moge sie juz doczekac. Swoja droga to poziom techniki i medycyny przerasta skromne zasoby mojego mozgu. No bo jak tu ogarnac, ze w piatek zobaczymy(jesli nie odwroci sie do nas pupcia) twarz naszego dziecka, bedziemy mieli jego zdjecia(czarne i w kolorze:)). Tego malenstwa ktore tak na prawde niedlugo bedzie mialo rok, bo przeciez bylo zamrozone jako czterokomorkowy zarodek w cieklym azocie, w temp -169 przez piec miesiecy. Nie lapie jak to jest mozliwe, cale szczescie, ze jest i zeby tylko malle urodzilo sie zdrowe.
W niedziele dopadlo mnie cos co rzadko sie zdarza. Paniczne porzadki. Dopadlo mnie z nienacka, nie planowalam ich wlasciwie. weszlam na chwile do sypialni i zostalam w niej przez jakies dwie godziny. Maz nie wiedzial co sie dzieje, na jego pytanie wykrzyknelam niemalze, ze ja przecierz niedlugo bede rodzic!!!Po dwoch godzinach wyszlam z sypialni szczesliwa. Mam juz miejsce na lozeczko, stolik do przewijania. Zrobilam miejsce dla potomka w szufladach, poukladalam wszystie ubranka, oddetchnelam. No i jak tu zyc z baba w ciazy???
tuva 23 10 07 / 08:12:15 [komentarzy 13] Komentuj